środa, 22 października 2014

Rozdział 4

Następnego dnia rano Kaitlyn zjadła na szybko parę tostów, ponieważ już przed śniadaniem dostała SMS-a od Chrisa czy idą biegać. Była tym bardzo podekscytowana.
Chłopak już czekał na nią przed swoim domem.
-Cześć – wypowiedział uśmiechając się od ucha do ucha.
-Hej – Kaitlyn odwzajemniła uśmiech i dodała – mam nadzieję, że masz dobrą kondycję, bo trochę sobie pobiegamy.
-A co chcesz się ścigać? Może kto szybciej dobiegnie do parku? Przegrany stawia lody.
-Umowa stoi – uścisnęli sobie dłonie i jednocześnie wyruszyli.
Po drodze co jakiś czas spoglądali na siebie. Raz, gdy ich spojrzenia się spotkały Kaitlyn nieco się zarumieniła i nieumyślnie spowolniła tępa. Christopher w tym czasie wyrwał na prowadzenie.

Dobiegali już do parku. Wszystko wskazywało na to, że to niestety Kaitlyn przegra ten wyścig. Jednak tuż przed metą, którą była fontanna Chris potknął się, co pozwoliło dziewczynie dobiec jako pierwszej. Jednak była prawie w stu procentach pewna, że nie potknął się przypadkowo.
-To nie fair, dałeś mi wygrać – oburzona usiadła na murku od fontanny.
-To nie prawda, wygrałaś sprawiedliwie i za to należą ci się lody. Poczekaj chwilę, zaraz wrócę.
Kaitlyn usiadła na ławce obok. Nagle z tylu zaczęła pryskać na nią woda. Był to Chris. Pełna zemsty zaczęła oblewać go wodą. 
Mokrzy wracali do domu przez całą drogę śmiejąc się. Przy okazji zadawali sobie pytania, które pomagały im bardziej się poznać.
- A więc podsumujmy. Uciekłaś z domu, ponieważ twoja mama cię wkurzała, jak byłaś mała miałaś psa i wabił się Sinjin, jesteś wegetarianką lubisz wyzwania, jesteś nieźle pokręcona i nieutalentowana - chłopak zaśmiał się, a Kaitlyn lekko uderzyła w niego łokciem.
- Nie jestem nieutalentowana! Skrywam w sobie mnóstwo talentów. Potrafię na przykład nie źle dobierać fakty do siebie. Mówiłeś, że twoi rodzice pracują w jakiejś dużej firmie, i że nie chciałeś się przeprowadzać a więc pewnie twoich rodziców przenieśli tutaj do pracy i dlatego musieliście się przeprowadzić.
-Muszę przyznać, że jednak masz talent - chłopak uśmiechnął się - coś jeszcze?
- Tak, sądzę, że podobam ci się - powiedziała pewnie dziewczyna.
- Wow! Skąd taka pewność?
Kaitlyn podeszła do Christophera i pocałowała go. Chłopak objął ja w biodrach i przysunął do siebie. Jednak ta odsunęła twarz i odeszła kawałek dalej trzymając go za obydwie ręce.
- Stąd - uśmiechnęła się a chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Dobra masz racje. No to jak chcesz ze mną chodzić? - zapytał Chris z lekką niepewnością w głosie.
- Zastanowię się - Kaitlyn zaśmiała się i po kilku sekundach krzyknęła - no pewnie, że tak! 
Dziewczyna rzuciła mu się na szyję i pocałowała. Jednak teraz pocałunek trwał o wiele dłużej. 
Następnie Chris odprowadził Kaitlyn do domu babci. Przed pożegnaniem przytulił ją mocno do siebie i dopiero odszedł.
Wchodząc do środka wnuczka zastała babcię piszącą błyskawicznie jakiś tekst na kartce.
- Co piszesz? - zapytała a ta w okamgnieniu zwinęła kartkę w rulon.
- Nic takiego - babcia wstała i poszła do kuchni, aby wyrzucić kartkę.
Kaitlyn, iż wiedziała, że to nie było nic takiego postanowiła, że nie będzie się dopytywała. Kiedy Sarah poszła na górę ta wyjęła kartkę z kosza i przeczytała zamieszczony na niej tekst.


Drogi misiaczku!
Musimy w końcu powiedzieć Kaitlyn prawdę. Nie może nadal wierzyć w te kłamstwa. W końcu i tak w jakiś sposób się tego dowie, a wolałabym żeby wiedziała to od nas niż od kogoś innego. Jest już wystarczająco...

Niestety babcia nie dokończyła pisania. Pomimo, iż nie było napisane do kogo skierowany jest list Kaitlyn dobrze wiedziała kogo jej babcia nazywała misiaczkiem. Zawsze mówiła tak o jej tacie kiedy o nim rozmawiały, ale niemożliwe, żeby pisała list do niego, przecież on nie żyje.

2 komentarze:

  1. Wow szacun że chciało wam się tyle pisać <33 zapraszam na swój blog <33 http://smerfastycznadaria.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę genialny !
    Proszę o kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń